Typer Euro 2016

Felieton: Transferowe last-minute

W życiu staram się myśleć optymistycznie, ale moje dotychczasowe felietony były dosyć zrzędliwe. Narzekałem w nich na działaczy Milanu, trenera, piłkarzy. Wstęp do owego artykułu może wydawać się mylny. Głównym celem tego felietonu także będzie krytyka.

Dzisiejszego dnia, tj. 30 sierpnia 2013 roku, w Milanie coś się ruszyło w kontekście tegorocznego mercato. Zespół opuścił Kevin-Prince Boateng, a zasilił Alessandro Matri. Beznadziejne zdanie (wszyscy przecież o tym wiedzą, jakie to były transfery), ale w głębi ma sens. Książę Mediolanu, a właściwie Gelsenkirchen, wybrał ofertę Schalke 04 i podpisał 3-letni kontrakt. Było to dla mnie niespodziewane posunięcie z jego strony, bo jeszcze nie dawno wypowiadał się, jak związany jest z Borussią Dortmund – największym rywalem jego obecnego klubu.

San Siro opuścił piłkarz, który w sezonie 2011/2012 był jedną z najważniejszych postaci w zespole Allegriego. Strzelał na umór – a to z Barceloną, a to z Arsenalem. Niestety nie powiodło mu się w ubiegłym roku, przez co stało się jak się stało. Nie rozumiem jedynie logiki mediolańskich działaczy: reprezentant Ghany przygotowywał się przez całe lato z zespołem, aż wreszcie wyszedł mu mecz przeciwko PSV. Być może gdyby nie postawa Prince’a dziś nie narzekalibyśmy, że w grupie mamy Barcelonę…

Inna strona medalu to oczywiście zakup Matrixa (wybaczcie czytelnicy, ale jakoś przypadł mi ten pseudonim do gustu). Ewidentnie widać, że Berlusconi, Galliani i Allegri nie wyciągają żadnych wniosków z popełnionych błędów. Napastnik grający w Juventusie być może i będzie przydatny, ale kiedy? W listopadzie, grudniu? Potrzebuje czasu na zgranie się z resztą teamu.

Zlatan Ibrahimović był jednym z niewielu udanych transferów last-minute

Czemu wzmianka o popełnionych błędach i braku lekcji na przyszłość? Odkąd w klubie pojawił się Massimiliano Allegri działacze Rossonerich lubią transakcje last-minute. Może i było tak już wcześniej, nie wnikam. Na ostatnią chwilę do klubu przyszły dwie gwiazdy – Zlatan Ibrahimović i Robinho. O ile ten pierwszy już w debiucie przeciwko Auxerre zdobył dwie bramki, o tyle Brazylijczyk na formę musiał długo czekać. Momentami biegał po boisku niczym chomik w kołowrotku – bez celu. I w sumie tak już zostało. Oczywiście Robinho miał przejawy geniuszu, jak choćby w meczu z Cagliari Calcio na zamknięcie mistrzowskiego sezonu, czy z Arsenalem w Lidze Mistrzów. Więcej? Długo by szukać.

Przenieśmy się rok później, w letnie okienko transferowe 2011. Tutaj długo czekano na decyzję w sprawie Fabregasa, tygodniami ciągnęła się saga z Montolivo w roli głównej. Przyszedł Alberto Aquilani. Marnie szło mu w Liverpoolu głównie za sprawą kontuzji. Nie powiodło mu się i w Mediolanie. Tym razem kontuzje nie miały tutaj żadnego wpływu. Po prostu Włoch nie potrafił wkomponować się w drużynę. Po sezonie odszedł do Fiorentiny.

Mecz z Arsenalem był jednym z nielicznych, w których Robinho pokazał w koszulce Milanu na co naprawdę go stać

W końcu docieramy do lata 2012. Na San Siro przybyło w ostatnich dniach aż czterech graczy. Giampaolo Pazzini stopniowo zaczynał rozumieć myśl taktyczną Allegriego. Dobre mecze przeplatał złymi. Nic nie pokazał z Sampdorią, a już w następnej kolejce hat-trickiem popisał się w Bolonii. W drugiej części sezonu prezentował się znacznie lepiej i gdyby nie kontuzja być może teraz byłby podstawowym zawodnikiem. Fani nie zawiedli się także na Nigelu de Jongu. Ostro grający Holender od początku dominował w środku boiska. Do pełni szczęścia zabrakło niewiele, bo były piłkarz Manchesteru City wspomógłby drużynę na finiszu, gdyby nie… kontuzja. Inaczej sprawa się miała z Bojanem Krkiciem i M’Baye Niangiem. Hiszpan wcielił się w rolę rezerwowego. Był dynamiczny, jednak prawdopodobnie za bardzo się bał, że może coś zawalić. Niang wydaje się być jego przeciwnością. Jest przekonany o swoich umiejętnościach. Inna sprawa, że gra „piach” i jest apatyczny. Brakuje w nim dynamiki. Rzeczywiście, przykład nastolatka ma niewiele wspólnego z tematyką felietonu.

Teraz przy via Turati ponownie czeka się do ostatnich minut. Honda, Kaka, Eriksen, Sakho? Tym czekaniem koło nosa przeszedł nam rewelacyjny pomocnik – Adem Ljajić. Niech przykładem dla włodarzy Milanu będzie Andrea Poli. Przez okres przygotowawczy zgrał się z zespołem, dzięki czemu w Weronie mógł cieszyć się ze zdobytej bramki. Ogólnie spisuje się bardzo dobrze. Jeśli dobrze się zastanowić, to oprócz De Jonga jedynym, udanym transferem last-minute, był Antonio Nocerino. Ambaras jest jednak taki, że pierwszy sezon miał udany, a o poprzednim nie warto nawet strzępić języka.

You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.

Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.